poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Osaka

Dzisiaj byłam w Osace. Odhaczyłam kolejne miejsce z listy. ;)

Zacznę od tego, że oczekiwałam czegoś więcej po tym mieście. To trzecie co do wielkości miasto w Japonii, zaraz po Tokio i Jokohamie. Fakt jest duże, ale nie nazwę go obiektem turystycznym.
Kiedy powiedziałam studentom z laboratorium, że jadę do Osaki, spytali wprost: po co? Dowiedziałam się od nich, że większość ludzi jeździ tam... na zakupy. To prawda, sklepów ci tam dostatek. Szczególnie wokół głównej stacji metra. Właściwie ta stacja to wielkie centrum handlowe, w którym znaleźć można chyba wszystko. Ma ono (notabene) dwanaście pięter! Plus dwa minusowe, bo podziemne... Raj dla każdej kobiety! :P Mnóstwo ubrań, kosmetyków, butów, torebek, zabawek (jako że to Japonia to w większości nie dla dzieci) i gadżetów. Fakt, że można tam sporo ciekawych prezentów kupić. Tym bardziej że całe jedno piętro poświęcone jest prezentom. Ale żeby tylko po to tam jechać?... No nie wiem... Przyznam że spędziłam tam dzisiaj trochę czasu. Zaowocowało to nawet kupieniem dwóch prezentów. :) Ale może to też wina pogody. Bowiem dzisiaj pogoda była piękna... Niestety. Tzn. było upalnie i prażyło słońce, dzięki czemu wyglądam teraz jak burak. Starałam się chować w cieniu, niewiele to jednak dało jak widać. ;) Najlepsze są oczywiście białe ślady w zakrytych miejscach, gdzie miałam np. zegarek, pierścionki albo okulary. Ekstra. ^^"

Tak czy inaczej zmusiłam się do ruszenia w miasto. Centrum wygląda raczej standardowo.
 
 
Drapacze chmur, samochody i sklepy. Tokio i tak nie pobije. ;) Przyznam, że po wizycie w stolicy, żadne miasto nie robi już na mnie wrażenia. 
Centrum nie poświęciłam zatem wiele uwagi. Skierowałam się do zamku, który stanowił jak dla mnie najbardziej godną uwagi atrakcję miasta. Zamek nie należy do najstarszych. Pierwotnie został zbudowany w 1586 roku i był wówczas największym zamkiem w Japonii. To co możemy oglądać dzisiaj to tylko betonowo-stalowa rekonstrukcja z 1931 roku. Wewnątrz zamek jest całkowicie unowocześniony, posiada nawet windę. Dla porównania - zamek w Hiroszimie miał tylko schody i to drewniane! W środku znajdują się przeróżne wystawy dotyczące historii miasta i zamku. Z zewnątrz jednak wygląda imponująco. 
 
Otacza go bujny park zamkowy i głęboka fosa.Poniżej jedna z wież strażniczych nad fosą.
W parku znajduje się też Chram Hokoku, jednak niezbyt duży.
 
Po obu jego stronach stały posągi tygrysów, takie jak ten powyżej.

Musicie mi wybaczyć dzisiejszy opis. Niestety nie znalazłam nic więcej godnego uwagi w Osace. Dosłownie "nie znalazłam". ;) Chciałam bowiem jeszcze zajrzeć do muzeum ceramiki, jednak go nie znalazłam. :P Przewodnik o nim wspominał, ale na żadnej mapie nie było zaznaczone. Pobłądziłam trochę, ale nie znalazłam.

Za to skusiłam się znowu na tradycyjne japońskie przysmaki. Takoyaki (opowiadałam o nich ostatnio - kulki z ciasta podobnego do naleśnikowego, w środku kawałek ośmiornicy, a na górę sos do takoyaki, majonez, rozdrobnione nori i katsuobushi):
A na deser kakigori. Czyli lody, które pojawiły się już wcześniej.
Obiecuję, że następnym razem będzie lepiej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz