sobota, 4 sierpnia 2012

Inny świat

おはようございます!
U mnie poranek, u Was środek nocy... :) Teraz różnica czasu wynosi tylko 7 godzin, bo mamy czas letni w Polsce. Jednak to i tak czyni noc z dnia i dzień z nocy...
Mam dla Was dzisiaj zdjęcia mojego pokoju. A raczej mini mieszkania, bo z kuchnią i łazienką... Poniżej moja kuchenka.
Duża nie jest ale ma niemal wszystko czego potrzeba. Jest mikrofala, lodówka, zlew i kuchenka indukcyjna. Dodam tylko że żadnego osprzętu do tego nie dostałam. Garnków specjalnych do płyty indukcyjnej raczej kupować nie będę. Kuchenka mikrofalowa powinna wystarczyć do podgrzania gotowych obiadków, które mogę kupić w każdym spożywczym. Oczywiście jest tu stołówka na uczelni, a obiadki są bardzo dobre i śmiesznie tanie, więc przez większość dni obiadami się muszę się martwić.
Wczoraj udało mi się znaleźć "100円-store" więc wyposażyłam się w kubek, talerz, miseczkę i sztućce, śniadania i kolacje jestem w stanie przygotować.
(Zdjęcie specjalnie dla Ani, bo się upomina...)
 Po raz pierwszy widziałam tu przycisk do włączania ciepłej wody. Normalnie w kranie jest tylko zimna. Trzeba włączyć specjalny panel. Woda ogrzewana jest gazem, więc instrukcja użycia radzi wyłączać panel w celu oszczędności.
Oto łazienka:
Jest tak mała, że nie dało się jej zmieścić w kadrze. :P Po prawej już widać framugę drzwi. Nie objęłam tylko małej półki po lewej stronie. Wanna jest szczególnie fajna, bo bardzo głęboka, o wiele głębsza niż w Polsce. Dostosowana prawdopodobnie do japońskich kąpieli, więc musi być jak mały basen.
No i tutaj mój pokój:
Trochę już zabałaganiony, ale chyba widać co gdzie jest. :) Jak widać mam nawet płaski telewizor, jakby mi się nudziło. Jutro niedziela i mam zamiar się byczyć więc prawdopodobnie pójdzie w ruch, bo japońskie MTV jest świetne! Na biurku stoi biała lampa, która jak na razie jest dla mnie zagadką, bo nie mam pojęcia jak ją włączyć. Nie ma żadnego przycisku!
A powyżej pokój z drugiej strony: łóżeczko (tym razem w stylu europejskim), wyjście na taras, na którym straciło już życie parę cykad i klimatyzator nad łóżkiem, dotychczas nie używany. Jutro najpewniej się bez niego nie obejdzie...

A co do innego świata... Jednak małe miasta są już zupełnie inną Japonią. Życie tak nie pędzi tu do przodu. Ludzie nie mają takiego ciśnienia na wszystko, po prostu da się tu żyć! Profesor daje mi wolną rękę - nie mam nikogo kto mnie ma pilnować jak w Tokio, a eksperymenty mam robić we własnym tempie, czyli jak mi się zachce. Nie ma tu też takiej nagonki na siedzenie na uczelni cały dzień. Jak ktoś chcę, to proszę bardzo! Ale jak już ktoś skończy pracę to może iść do domu nawet o 14stej!... W Tokio - istne bluźnierstwo! Jeden student z tego co wiem siedzi codziennie do 23:00, ale to dlatego że w domu nie ma internetu i na uczelni jest darmowa klima... ;) A w soboty w sumie jedni chodzą, inni nie chodzą. Niektórzy mają pracę w weekendy, inni odpoczywają, a zapaleńcy pracują... Ja w sumie wyrwałam dzisiaj na dziewiątą do labu. Okazało się, że jestem pierwsza. :) Zobaczymy jaka będzie frekwencja... Jednak uznałam radę kolegi za bardzo dobrą - tu jest klima! A ja trochę boję się używać mojej w mieszkaniu codziennie, bo się nie wypłacę za prąd potem... :P

O rowerach już Wam wspominałam? Okayama jest miastem rowerowców. Ludzi chodzących piechotą można policzyć na palcach jednej ręki! Nawet samochodów jest tu niewiele, ilość rowerów bije wszystko nad głowę. Oczywiście zagraniczniaki też pedałują, by dostosować się do ogólnie przyjętych norm. Nawet ja dostałam rower, ale na razie mi się nie przydał. Wszystko mam pod nosem, więc nie mam gdzie jeździć.

No i jeszcze jedna uwaga - cudzoziemców jest tu strasznie dużo! Przez trzy miesiące w Tokio nie spotkałam ich tylu ilu tu w ciągu dwóch dni! Najwidoczniej nie tylko ja uważam, że Japonia w mniejszej skali jest przyjemniejsza. ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz