No tak. Stalo sie. Mam juz za soba moje pierwsze spotkanie z japonska policja... Co tu duzo mowic. Styl bycia gaijinow nieco odbiega od ogolnie przyjetego w Japonii. Bowiem tutaj na codzien masz byc grzeczny, pokorny, nie wychylac sie, nie podnosic glosu, po prostu tak sie zachowywac jakby cie tu wcale nie bylo. W przeciwnym razie bedziesz "urusai" - czyli irytujacy, co jednoczesnie znaczy po prostu glosny...
Ale moze zaczne od poczatku... Wybralismy sie w sobotnia noc do izakaya. My, czyli czworo gaijinow i trojka tubylcow. W tym dwoje Polakow, Hiszpanka i Koreanczyk, no i tych trzech Japonczykow. Szlismy pierwotnie w szostke, ale spotkalismy kolege z gesto hausu, ktory wlasnie wracal z pracy z piwem w dloni, wiec po prostu zboczyl ze sciezki i poszedl z nami. Byl juz "chotto yopparai" - czyli lekko pijany. Izakaya bardzo sympatyczna, jak chyba wszystkie izakaya. Jeszcze nie trafilam na nieprzyjemna. Tak wiec zamowilismy jedzenie oraz pierwsze napitki i po gromkim "kanpai!" - czyli "na zdrowie!" ruszylismy do boju.
Jedzenie jak zwykle wysmienite. Standardowo musielismy zamowic sashimi. Nie wiem jak przezyje w Polsce bez surowej ryby, osmiornicy, malz i kalmarow... Mam oczywiscie na mysli swieze i surowe, nie tylko surowe. Nie odwazylabym sie zjesc na surowo ryby z Kauflandu... :/ Jako alkohol krolowalo piwo, a japosnkie piwo jest bardzo dobre, no i oczywiscie shochu. To kolejna rzecz, ktorej bedzie mi ogromnie brakowac. Japonskie shochu bije nad glowe inne alkohole. ;) Zabawa byla przednia. Ponizej na zdjeciu z moja przybrana siostra - Laura z Hiszpanii.
A tutaj juz niemal caly sklad. Niemal, bo kolegow Japonczykow zabraklo. Jeden robil zdjecie, a drugi zniknal. ;) Od lewej: Kuba - moj szanowny malzonek (slowo malzonek ma cos wspolnego z malza??), ja, moja siostra Laura, Keitaro - niepoprawny podrywacz i Hoo-seon, zachowujacy sie skandalicznie po spozyciu alkoholu.
W kazdym razie, zakonczywszy impreze w izakaya, postanowilismy kontynuowac w gesto hausie. Po drodze tez bylo wesolo. :) Lekko podchmieleni bawilismy sie w musztre na srodku ulicy. Efekt ponizej:
No i tu juz caly sklad, poza moim malzonkiem. Od lewej Kenichi, dalej Laura, ja, ojisan (to tylko przezwisko, oznaczajace wujka, a jednoczesnie bedace ogolnie przyjetym zwrotem do starszego mezczyzny - nie pamietam jego imienia!), Keitaro i Hoo-seon, ktory tu dowodzil. Nie wiem skad sie ta musztra wziela, ale bylo smiesznie. Jeszcze smieszniej dlatego, ze bez wiekszego sensu... Po drodze do gesto hausu mijamy park... No i tu juz bylo dla nas zbyt wiele. Nie bylismy w stanie sie powstrzymac... To, swoja droga, nasz ulubiony park do nocnych spotkan. Jest tam maly plac zabaw, wiec i bylo sporo atrakcji: chustawki, zjezdzalnia, jakies dziwne cos, co u nas byloby takim konikiem na sprezynie do bujania sie, a tu ma to ksztalt robaka. W tym parku sa trzy takie robaki. Nie wiem dlaczego akurat taki ksztalt. Dwa sa male a jeden duzy, chyba na kilkoro dzieci, tylko ze wystaja mu jakby gumowe kolce z tulowia. Nie wyglada zachecajaco. ;) W kazdym badz razie zaczelismy sie bawic, robiac przy tym tyle halasu co dzieci. A wlasciwie to wytwarzajac spora ilosc decybeli. Jeszcze kolega wpadl na pomysl zabawienia sie w cos w rodzaju naszej lajdy, wiec w trakcie gonienia sie bylo jeszcze wiecej pisku. Nie dziwota wiec, ze okoliczni mieszkancy, slyszac piski i krzyki, a i odglosy pogoni, zadzwonili na policje...
Policja pojawila sie bezszelestnie. Wkroczyli do parku niemal niezauwazeni, bez syreny, bez swiatel, tylko z latarka w dloniach. Ich zdziwienie nie mialo granic. Nie wiem czego sie spodziewali, ale najwidoczniej nie mieszanego japonsko-gaijinskiego towarzystwa, w przedziale wiekowym od 25 do 31 lat, ganiajacych sie z piskiem i smiechem po parku. Gdyby byli w Polsce, raczej nie byliby zaskoczeni... Jeden z nich gadal z nami, a drugi smial sie do rozpuku. "Co wy tu robicie?" - pytal i smial sie serdecznie. Taaak. Bardzo mili panowie. Pogadali, pogadali, potem razem sklonilismy sie przed nimi w grzecznym "sumimasen" - przepraszam i tyle. Poszlismy do gesto hausu, kontynuowac zabawe juz w bezpiecznych murach. :)
Wiedziałem, że japońska policja ma coś wspólnego z ninja... nawet nie zauważysz kiedy Cię skują :P
OdpowiedzUsuńOj Izumi oni nam Cie tam na złą drogę sprowadzają :P:P:P nie no żartuję, ale rzeczywiście po twoim opisie widać, że bawiłaś się świetnie :):):)
OdpowiedzUsuńJak ja bym zobaczyłam tam tych policjantów to pewnie popłakałabym się ze śmiechu :D:D:D:D
Pozdrowienia dla całej waszej paczki :*:*:*
Haha świetna opowieść :-) Roześmiani policjanci :-))) hie hie hie
OdpowiedzUsuńIzumi, zrób zdjęcie takiego robala, plis, bo mnie wyobraźnia ponosi!!!
Dobrej zabawy! ( W musztrę i inne ;-) )