A z codziennych ciekawostek to chcialam o tych nieszczesnych toaletach co nieco tu napisac. Nie ukrywam, ze moj pierwszy kontakt z nimi byl specyficzny. A moze raczej powinnam powiedziec dwa pierwsze kontakty. Bowiem mozna tu spotkac dwa rodzaje toalet: cywilizowane (jak dla mnie) i niecywilizowane (czyli japan-style). Oto probka cywilizowanej, taka mam na uczelni:
Przy kazdej toalecie specjalny panel do sterowania. :P Mozna tam, jak widac na obrazku, podmyc intymne okolice, wlaczyc sobie dzwiek zagluszajacy niechciane odglosy (oczywiscie wraz z glosnoscia), podgrzac deske klozetowa, wlaczyc mocniejszy wywiew, kiedy pojawia sie nieodpowiednie zapachy, a takze zwiekszyc cisnienie wody. Masakra! Wszystko ladnie, wszystko fajnie... Tylko gdzie spuszcza sie wode?! To byl moj najwiekszy problem przy kontakcie z tym typem. Lazilam dookola szukajac przycisku badz czegos w tym stylu, co mogloby uruchomic zbawienny mechanizm. I powiem wam, ze bylo ciezko, bardzo ciezko znalezc te diabelska dzwignie. Oczywiscie wokol toalety jest jeszcze pare innych przyciskow ale opisane po japonsku wiec wolalam nie ryzykowac. A co jesli wlaczylabym jakis alarm?... Alarm na wypadek zaklinowania w muszli lub cos takiego... Zgroza!... Na szczescie po dluzszym czasie doszlam do tego, jak przywolac wyczekiwany strumien. Bylo ciezko...
To jednak jest ta cywilizowana (moze az za bardzo) wersja. Przejdzmy do tej drugiej. Kiedy jechalam z Laura na basen, zachcialo nam sie skorzystac z toalety na dworcu. Wszystko odpicowane oczywiscie, czysciutko, kafeleczki, reczniczki, mydelka... Tylko toaleta jakas nie taka...
No myslalam ze skonam (Laura tez)! Cztery kabiny (na szczescie byly kabiny) i w kazdej to COS! Nie bylo rady, trzeba bylo sprobowac... Usmialysmy sie setnie, komentarze lecialy dosc specyficzne, dlatego nie moge przytoczyc. Na szczescie bylysmy tam same, wiec nikt nie zrobil sobie posmiewiska z dwoch gaijinek, przezywajacych kontakt z japonska toaleta. Wrzuce moze jeszcze instrukcje obslugi, chociaz a tej toalecie nie bylo takowej...
Hehehe... Smiesznie bylo, na szczescie spotkanie z toaleta zakonczylo sie sukcesem!
Japonia : gaijin
0 : 1
Aha, no i jeszcze o jedzeniu chcialam cos napisac. Ceny sa tutaj generalnie koszmarne. Staram sie nie zastanawiac nad tym ile to wszystko kosztuje w zlotowkach. Czasem jednak nie moge. Dla przykladu: opakowanie "chleba" tostowego - 8 kromek - 5zl. Margaryna do chleba - ok.300g - 8zl. Moj najukochanszy zolty ser: 20g - 16zl!!!!! To rzecz, ktorej nie jestem w stanie tu zaakceptowac. Absolunty brak zoltego sera. Jedyne co mozna kupic w normalnej cenie to plasterki topionego, nadajacego sie tylko do grzanek. Owszem zolty w kostce, albo cammembert tez sa, ale te ceny... ;( Dostane przez to depresji... A propos depresji - czekolada (tabliczki sa nieco mniejsze niz u nas) - 4zl, papierosy - 16zl. :P Piwo - 0,5l - 6zl, dla porownania w tanim barze - 12zl. Najbardziej jednak zaskoczyly mnie ceny ryzu... 1kg - 40zl... W Japonii?! Ryz drozszy niz w Polsce? Przeciez tutaj powinien byc tani jak barszcz u nas... Chcialam sobie kupic, zeby przygotowac onigiri na uczelnie, no ale za te cene?! To nienormalne...




Ale jaja !!!!!!!!!!! Nie wyobrażam sobie tych toalet u nas :P:P:P
OdpowiedzUsuńTo jedzenie to jakaś masakra !!!!!
To co ty tam jesz dziewczyno 0_0 !!!!!!
Kibelek ful automatic :P jeszcze trochę i będzie się pytał czy tyłka nie trzeba podetrzeć ;P
OdpowiedzUsuń