poniedziałek, 24 października 2011

Izakaya

Moi drodzy! Wybaczcie, ze pisze tak rzadko. Niestety niewiele poza praca sie u mnie dzieje, wiec i nie ma czego opisywac... Tylko w weekendy mam okazje cos zrobic. A w zasadzie w niedziele, bo z tej soboty to mi niewiele zostaje... Jestem tu juz ponad trzy tygodnie! Nie moge w to uwierzyc! To prawie miesiac! I w zasadzie to na razie zadnych efektow tego mojego wyjazdu nie ma... Praca idzie kiepsko. W sumie to zaczelam dopiero w piatek tak na serio, no ale czas ktory mi juz uciekl przepadl bezpowrotnie. Na razie mialam dwa podejscia do mojej reakcji, bez efektu. Ciezko... Przyzwyczailam sie do naszego trybu pracy: reakcja - krystalizacja - krysztal - pomiar - struktura. Tutaj nikomu nie chce sie czekac na krysztaly. Zatem po reakcji robia komplet widm i staraja sie cos z tego wyczytac. No fajnie. Tylko jak po zakonczonej reakcji zrobilam widmo NMR, IR i masowke to nadal nie mialam pojecia co w zasadzie udalo mi sie otrzymac. Na szczescie nie tylko ja nie mialam pojecia, ale profesor rowniez. Cos powstalo na bank, bo widmo NMR jest calkowicie rozne od prekursora. Jednak co?... Tego nie wiedza nawet najstarsi gorale... Reakcje kazano mi powtorzyc. Po prostu. O krystalizacji nawet nie chcieli slyszec. Niecierpliwi...

No i w koncu przyszedl wyczekiwany weekend. W sobote skonczylam zaskakujaco wczesnie - wyszlam z labu o 16:00! O zgrozo! Do dzisiaj mam wyrzuty sumienia! W kazdym razie udalo mi sie nawet skorzystac z wieczoru, ktory mi pozostal. Co prawda nie zapowiadalo sie rozowo, bo wszyscy znajomi z GH gdzies sie rozeszli, ale ostatecznie udalo mi sie milo spedzic czas. Porwalam mojego Koreanskiego kolege i poszlismy do izakaya. http://en.wikipedia.org/wiki/Izakaya To rodzaj miejscowego baru, gdzie zmeczeni Japonczyny chodza sie odstresowac po pracy. Przede wszystkim serwuja alkohol, ale poza tym tez drobne zakaski w sam raz do piwa. Alkoholu wybor jesr spory. Przede wszysktim japonskie piwo, sake, shochu i drinki. No i moja ulubiona kombinacja: namachahai - czyli shochu z zielona herbata i lodem. Swietne polaczenie! Niby mocne ale bardzo delikatne. Oczywiscie obecne byly czerwone latarnie, charakterystyczne dla miejsc tego typu. Do napitkow zamowilismy tako (czyli mieso osmiornicy) w wasabi - w sam raz dla Zibiego. Standardowo dostalismy zakaski na poczatek - jakies glony, marynowany japonski korzen... nie pamietam czego i rybke. Kolega zamowil jeszcze bekon z warzywami. Mila, relaksujaca atmosfera.

W niedziele natomiast wybralismy sie w czworke na basen do centrum Yokohamy. Kryty obiekt, calkiem spory, miescil w srodku kilka roznych basenow, jedne ze stojaca woda, inne z plynaca, tak ze wystarczylo polozyc sie na plecach i prad sam niosl cie dalej. Poza tym byla tam tez sauna, jakuzzi i co najwazniejsze... zjezdzalnia!Dluga i piekielnie szybka! Eeekstra. :) Wiekszosc czasu spedzilam wlasnie tam razem z Laura, kolejna zwolenniczka adrenaliny. My - dwa babony, wsrod tlumu dzieci w kolejce na zjezdzalnie. Bezcenne... ;) Tak czy owak zabawa byla przednia i koniecznie musimy to powtorzyc... :)

4 komentarze:

  1. Biedna tyle pracy :(:(:(.
    Ale mam nadzieję, że sobie odbiłaś trochę przez weekend :), ale widok Izy wśród małych dzieci na zjeżdżalni na pewno bezcenny :P:P:P
    Ale z tymi ośmiornicami to nie mogę tak jak pisałaś na początku też o tych ośmiornicach, dla mnie koszmar !!!
    A propos ten koreańczyk to ładny był ??? :):P (standardowe pytanie)
    Nie przepracuj się tam !!!
    Buziaki :*:*:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Podpinam się do pytania o koreanczyku ;) a tak poza tym - trzymaj się Izu, wiemy że dasz radę, bo w końcu - kto da radę jak nie my? Trzymam kciuki, mam nadzieje ze nie zakatują Cie tam :* POzdr

    OdpowiedzUsuń
  3. Koreanczyk nie najgorszy, ale tez zadna rewelacja. Sympatyczny a to podstawa! ;)
    A osmiornica naprawde wyborna! :) Polecam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację to, że sympatyczny to najważniejsze :):):)
    A co do tej ośmiornicy to nie :P:P:P
    Czekam na zdjęcia :P wiesz jakie :P:P:P
    Pozdrawiam :):):)

    OdpowiedzUsuń