sobota, 24 grudnia 2011

Yokohama

Wracam za niedługo, ale jeszcze staram się wykorzystać czas który mi pozostał. Co prawda na zakończenie profesor zalał mnie mniej lub bardziej sensowną pracą, żebym przypadkiem się nie nudziła, więc z wolnym czasem ciężko. Niemniej jednak udało mi się pojechać w końcu do Yokohamy. :) Obiecałam mężowi, że pojadę to nie było gadania. A oto rezultaty...

Yokohama jest drugim co do wielkości miastem Japonii. Ale szczerze mówiąc nie zachwyca tak swoim ogromem jak Tokyo. Tylko ścisłe centrum z Minato Mirai wygląda na prawdziwie zurbanizowane. Ale samych wieżowców nie jest tak dużo jak w Shinjuku czy w Shibuya.


Jak widać pogodę miałam wręcz wymarzoną. :) Więc wypad który miałam zawrzeć w dwóch godzinach rozciągnął się na pięć. :) Myślę jednak, że to nie wina pogody. A w zasadzie nie tylko. Za dużo ciekawych rzeczy tam było. Spacerując przypadkiem trafiłam na park, w którym znajdował się mini japoński ogród i pomnik jakiegoś samuraja, ale nie potrafię znaleźć informacji na temat tego, kto to był... W każdym razie park był piękny, z wieloma kolorowymi drzewami:



Dalej moje kroki skierowałam do Chramu Iseyama. Chram ten zbudowano w 1870 roku i został on poświęcony bogu chroniącemu miasto.



Do świątyni należy 10-metrowa torii z drzewa cyprysowego.


Jak widać dopiero teraz można w pełni podziwiać jesienne barwy drzew. Jesienne barwy zimą. No ale ta zima tutaj jest śmiechu warta... Niby fajna bo ciepła i bez śniegu. Ale święta bez śniegu to totalna porażka... Przynajmniej dla mnie. No i jeszcze te dziwne rośliny kwitnące w grudniu! To już w ogóle jakiś wybryk natury:
No ale wracając do Yokohamy.. Oczywiście musiałam obejrzeć lunapark w zatoce. Jest niezły. No i otwarty cały rok! Super! Szkoda, że byłam sama, bo bym sobie poużywała na tych wszystkich karuzelach... A samej to mi jakoś głupio było. Ale słynny diabelski młyn jest na prawdę imponujący. Nie spodziewałam się tego, że jest aż taki ogromny! Ma 112,5m wysokości!! Jest największym diabelskim młynem na świecie i jednocześnie jest też największym zegarem - stąd jego nazwa Cosmo Clock 21. Jazda na nim trwa 15 minut...
 Ru widać jego ogrom na tle okolicznych budynków. Zaraz przed nim stoi dwupiętrowy domek, wyglądający jak zabawka.
No i najważniejsza część wycieczki: Chinatown! Trochę głupio ekscytować się Chinatown w Japonii, prawda? Ale miejsce na prawdę pełne uroku, tylko kosmicznie zatłoczone. Do Chuka-gai, jak się nazywa, prowadzą cztery piękne bramy. Nie udało mi się sfotografować wszystkich, ale dwie prezentuję poniżej:

Sama dzielnica pełna jest sklepików o bogatych chińskich zdobieniach, sprzedających chińskie słodycze, napoje, przekąski, herbatę itp.
Aż nie da się nic nie kupić.. xD

1 komentarz:

  1. Coś pięknego !!!!!!!!! Yokohama jest piękna i te drzewa !!!!!!!!!!
    U nas święta też bez śniegu :(

    OdpowiedzUsuń