środa, 7 grudnia 2011

Tokyo tower

今日は みんなさん!

先週の日曜日にいい 天気 でした。 このから 日本人 友だちと 東京 タワーを見に 行きました。とても楽しかったです!
Co znaczy, że: w zeszłym tygodniu w niedzielę była naprawdę piękna pogoda. Tak piękna, że wybrałam się z japońską koleżanką zobaczyć Tokyo Tower. Było świetnie!
Niestety mój japoński nie jest jeszcze na tyle dobry, żeby napisać całego posta, tak jak bym chciała po japońsku. Ale staram się. Koleżanka należy do tego samego labu, tylko ma innego zwierzchnika. Nazywa się Kei-san i jest na prawdę bardzo miła. W zeszłym roku była na sześć miesięcy we Francji, na stażu naukowym i uczyła się obliczeń kwantowo-mechanicznych. Dzięki temu wyjazdowi potrafi mówić po angielsku, co tutaj jest prawdziwą rzadkością.  Zatem stanowi jedną w nielicznych osób, z którymi mogę gdzieś się wybrać, bo mam z nimi jak pogadać.

Spotkałyśmy się zatem w Shibuya, gdzie mieszka i złapałyśmy autobus do Roppongi. Pierwotnie nie chciało mi się nigdzie jechać, ale pogoda skutecznie mnie zachęciła... Autobus na obszarze całego Tokyo kosztuje 200 yenów. Bez względu na to czy jedziesz dwa przystanki czy dwadzieścia. Nieraz w takim razie wychodzi taniej niż metro. Jednak zdecydowanie jest wolniejszy i zawsze istnieje ryzyko stania w korkach. Tym razem było w miarę spokojnie - może dlatego, że niedziela i nie wszyscy pracują... :P

Tokyo Tower ( 東京 タワー) jest naprawdę piękna. Stylizowana na wieżę Eiffela, jednak pomalowana na biało-pomarańczowo z uwagi na bezpieczeństwo strefy powietrznej. Z początku miałam co do tego koloru mieszane uczucia, ale im dalej, tym bardziej mi się podobała. Chciałabym jeszcze zobaczyć wieżę Eiffela dla porównania. Tak czy inaczej oto ona:
Na prawdę monumentalna. Ma 333 metry wysokości i jest drugim co do wielkości takim obiektem w Japonii. Najwyższą, bo mierzącą aż 634 metrów, budowlą jest Tokyo Sky Tree. Całkiem nowa, bo budowę ukończono w marcu tego roku.
W Tokyo Tower umieszczone są dwa obserwatoria: niższe na poziomie 150 metrów i wyższe na 250 metrach. Najpierw wjechałyśmy na to pierwsze. Ludzi było od zatrzęsienia, ale przede wszystkim Japończycy. Widok ładny, nie przeczę. Oto kilka próbek:

Co tu dużo mówić - budynki, budynki i jeszcze raz budynki. W końcu to centrum Tokyo, centrum Japonii. Na wjazd na drugie piętro trzeba było czekać godzinę - taka kolejka. Poza tym drugie piętro jest bardzo małe, więc wpuszczali na raz tylko ograniczoną liczbę osób. 

Stojąc w kolejce na drugie piętro rozmawiałam z koleżanką i nagle mych uszu dobiegła piękna wiązanka popularnej w Polsce łaciny. Mało nie usiadłam z wrażenia. Czy to być może? Polaków spotkałam w Japonii tylko raz i to tylko dwójkę w Asakusie. Wyciągnęłam szyję ponad tłum, na szczęście Japończyków, więc nie musiałam się bardzo wysilać, by dostrzec źródło osobliwych dźwięków. A jakże! Nieco dalej, także w kolejce stało trzech kolesi, wyglądających na dresów. W dresach, z pięknie wygolonymi głowami. He? Takiego widoku się nie spodziewałam. Po chwili dopiero dostrzegłam, że dresy mają takie same, tylko znaku na nich nijak nie mogłam skojarzyć. Zatem sportowcy. Jak to dumnie brzmi!... Duma dumą, a koledzy na głos rozprawiali nad przyczynami tak dużej kolejki, a każda z nich spowodowana była przez "głupi naród japoński" (pozwólcie, że użyję tego określenia, zamiast słów, których użyli moi drodzy rodacy). Przekonani, że nikt ich nie rozumie, rozprawiali w najlepsze, przeplatając swoją mowę nieodłącznymi ozdobnikami... Po chwili jednak nadjechała winda więc upchnęłam się w niej razem z koleżanką i trzydziestoma innymi osobami. Winda miała pojemność 32 osób i skrzętnie to wykorzystywano.

A oto parę zdjęć z drugiego piętra. Niestety w trakcie gdy czekałyśmy zaczęło się ściemniać, więc wiele nie widać...
Na powyższym zdjęciu widać nawet Fuji-san. Malutka, bo malutka, ale widocznie góruje na pozostałymi wzniesieniami. Taaa... Podobno mam wyjątkowe szczęście. Tak przynajmniej mówiła koleżanka. Wyjątkowe szczęście, że widać było górę Fuji, bo podobno rzadko zdarzają się tak doskonałe warunki pogodowe, żeby było to możliwe z Tokyo Tower. Zdarzenie musiało być iście niesamowite, bowiem następnego dnia w codziennej gazecie pisali o tym na pierwszej stronie! Plus wielkie zdjęcie Tokyo Tower z Fuji-san w tle. No przecież! Wydarzenie na skalę światową!... Marcin Bruczkowski też pisał o tym w swojej książce. Japonia uważa się za najważniejszą na świecie i to co się dzieje na jej ziemiach, za najistotniejsze zdarzenia. Kto by się przejmował wojną w Afganistanie gdy pojawiły się pierwsze kolorowe jesienne liście? Kto by myślał o tornado w Arizonie w czasie gdy zaczęły kwitnąć wiśnie? Taaak. Właśnie tak to tu wygląda. OK. Japończycy potrafią zachwycać się naturą (podobno) jak żaden inny naród, no ale proszę was... Są chyba jakieś priorytety... Prawda?...
 A tu świątynka niemalże u stóp wieży Tokijskiej. Zaraz przed nią cmentarz.
Tu chciałam uwiecznić piękne kolorowe jesienne liście, którymi tak chwali się Japonia, ale chyba wyszło tak średnio. Coś tam widać, ale nie za dużo, niestety.
Po obejrzeniu wszystkiego co się dało udałyśmy się do windy. A tu znowu kolejka! I to jaka! :O Przez prawie całe pierwsze piętro. No to stanęłyśmy potulnie, a zaraz obok nas... rodacy! I dalejże rozprawiać co by tu zrobić, żeby nie stać w kolejce. Kiedy jeden zaproponował, że uda omdlenie, żeby służby ratownicze przybyły po niego awaryjnym wyjściem, nie wytrzymałam. Zaczęłam się śmiać. Nie jakoś tak ostentacyjnie, tylko pod nosem. Wystarczyło to jednak, żeby kolega umilkł. Wyraził na głos wątpliwość, czy aby na pewno nikt ich tu nie rozumie, po czym zaczęliśmy gadać. W rozmowie okazali się całkiem inteligentnymi młodymi ludźmi. Poza tym, że przesiąknęli polskim zamiłowaniem do oszustwa, wszystko było w porządku. Nie krępując się opowiadali jak oszukują kasowniki na stacjach, żeby nie płacić za bilety. Generalnie z opowieści wynikało, że oszukują gdzie się da. Ale fakt jest taki, że nie jest to trudne w Japonii. Przeciętnemu Japończykowi do głowy nie przyjdzie, że ktoś mógłby nie chcieć zapłacić za bilet. Więc i nie ma żadnych specjalnych zabezpieczeń przed oszustami. Tylko jeden pan siedzący w budce, ale to bardziej żeby pomóc jak ktoś będzie miał problem, niż żeby łapać oszustów... Ale Polaków tu wielu nie ma - dlatego Japonia jeszcze stoi. Myślę, że i z nią byśmy sobie poradzili. Zniszczylibyśmy ją od środka... :P

Na parterze - czyli pierwszym piętrze w Japonii, trafiłyśmy na makietę przedstawiającą Tokyo kilkadziesiąt lat temu. Wydaje mi się że 50, ale mogę się mylić. Oto ona:

Prawdę mówiąc w dzielnicach mieszkalnych Tokio niewiele się zmieniło. Tylko przybyło samochodów. Krajobraz poza tym jest taki sam.

Po obejrzeniu makiety poszłyśmy obejrzeć Świąteczną Iluminację w Roppongi. Zapomniałam napisać o tym wcześniej. Jak tylko zdjęto ozdoby Halloween'owe na ich miejscu pojawiły się ozdoby Świąteczne. Zatem od początku listopada w Japonii są Święta. Wszędzie pełno choinek, Mikołajów, jemioły, światełek itp. Nawet w moim pensjonacie stanęła już choinka. Oto ona:
Bez światełek wygląda nieszczególnie, więc lepsze jest rozmazane zdjęcie bez lampy błyskowej. ;)
A oto parę zdjęć iluminacji:
Na powyższym i poniższym właściwa iluminacja. Była to niewielka przestrzeń na której rozmieszone było całe mnóstwo światełek. Plus ogromna kopuła w środku, jak widać poniżej. Ponadto pomiędzy drzewami otaczającymi kompozycję rozwieszone były światłowody. Całość skomponowana była w kilkuminutowy show. Światła rozjarzały się gasły, migotały, tworzyły różne kształty, pomiędzy drzewami strumieniami przepływały falę kolorowego światła. Spektaklowi towarzyszyła oczywiście odpowiednio dopasowana muzyka. Bardzo oryginalne.
A poniżej już regularnie przyozdobiona ulica. Najbardziej zaskoczyła mnie koleżanka mówiąc, że w tym roku jest bardzo mało świateł, z uwagi na kryzys energetyczny po tsunami. Mało?! To jest mało?!... Nie ukrywam, że wiele dałabym żeby zobaczyć Tokio, u szczytu energetycznej formy.

Po obejrzeniu światełek koleżanka zaprosiła mnie do magicznego miejsca. To była najlepsza część tego dnia. Chyba oczywistym jest zatem, że w tym miejscu coś się... jadło! :) Taaak! Była to kawiarnia, czy herbaciarnia, ciężko jednoznacznie ją zaklasyfikować do jednego z tych dwóch. W każdym razie miejsce gdzie wszystko jest z matcha! Czyli zieloną sproszkowaną herbatą. Kawa z matcha, herbata z matcha, wypieki, lody, obiadki, po prostu wszystko! A tu nasze zamówienia, tak żebyście nabrali apetytu:
Powyżej mój zestaw: w czarce matcha na ciepło z mlekiem i cukrem (niesamowicie, nieziemsko pyszna!), do tego w miseczce gałka lodów z matcha, obok owinięty papierkiem serniczek z masą z matcha, a obok, to czerwone to pasta z czerwonej fasoli azuki, dwa ryżowe ciasteczka mochi i truskawka. Tak bardzo chciałam, żeby ta chwila nigdy się nie skończyła... Uczta bogów. Jeśli nektar i ambrozja istniały, to smakowały właśnie tak.
A tutaj zamówienie Kei-san: czarna herbata z mlekiem i cukrem, niestety nie pamiętam, która dokładnie to była, do niej jak i u mnie gałka lodów z matcha, pasta z azuki, mochi i truskawka, a obok rolada z matcha. Hehehe, wszystko zielone. :) Serdecznie polecam! Ja na bank przywiozę matchę ze sobą, to coś się pokombinuje w tej kwestii.

2 komentarze:

  1. U nas święta zaczęły się niewiele później w sklepach i nie tylko :)
    Ale narobiłaś smaka !!!!!!! znęcasz się nad nami !!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń