poniedziałek, 5 grudnia 2011

Impreza + pare konkluzji na temat japońskich mężczyzn ;)

W ostatni weekend, a dokładnie od piątkowej nocy do niedzielnego południa, wybraliśmy się na imprezę do domu kolegi - Keitaro-kun. Impreza była... Hmm... Ciężko znaleźć odpowiednie określenie. Chyba najbardziej pasuje tu słowo: szalona. Była nas dziesiątka, poza Keitaro i jego kolegą, którego imienia nie pamiętam, wszyscy z New Villa - mojego gesto hausu.  Zapowiadało się spokojnie. Kupiliśmy parę japońskich piw i kilka Strong Zero. Strong Zero to mój i mojej siostry - Laury ulubiony trunek tutaj. To coś w rodzaju drinka, ma aż 8% alkoholu i smak cytrynowy bądź grapefruitowy. Bardzo dobry, ale też mocny.

Jeśli idzie o ścisłość, to mimo iż Japonia dysponuje wieloma bardzo smacznymi alkoholami na imprezach zawsze kończymy z piwem i Strong Zero. Inne alkohole to jakoś jedynie w izakaya. Inne tzn. sake, shochu czy nihonshu. Jakoś w domu źle się to pije. Nie pytajcie dlaczego... A raczej powinnam powiedzieć to inaczej. Na imprezach źle się to pije. Moje ulubione shochu - Tantakatan, świetnie smakuje z lodem, ale pite powoli. Prawie jak wino, trzeba powoli je smakować, napawać się aromatem. Japoński alkohol nijak ma się do naszej rodzimej wódki. Mam wrażenie, że jest bardziej dystyngowany, nawet jeśli jest niemal równie mocny.

Impreza się w każdym razie udała. Standardowo piliśmy alkohol i graliśmy w grę, która nieodłącznie pojawia się na wszelkich przyjęciach w New Villa. Po japońsku ばつ の ゲーム, czyli gra z karami. Przegrany musi ponieść karę. No i tu zaczęły się schody. Na początku na styl polski karą było picie, ale kolegom szybko się znudziło... Następne kary były coraz dziwniejsze. Kolejną było opowiedzenie dziwnego, seksualnego zdarzenia ze swojego życia... Można się strasznych rzeczy o ludziach dowiedzieć, na prawdę. Nigdy bym się nie spodziewała, że niektórzy z nich próbowali takich rzeczy... Ale później było jeszcze gorzej...

Ale może wyjaśnię to opowiadając o japońskich mężczyznach... A przynajmniej o tych w wieku pomiędzy 20 a 31 rokiem życia, bo w takim wieku mam kolegów... Post skierowany głównie do żeńskiej części czytelniczej... ;)
Najłatwiej mi powiedzieć, że japońscy mężczyźni są na wskroś dziwni. Dziwni to najlepsze dla nich określenie. Zaznaczam od razu, że większość z moich spostrzeżeń opieram na przeżyciach koleżanek... ;) Strasznie ciężko do nich dotrzeć. A dla kobiet z Europy nawet dwa razy trudniej niż dla Japonek. Japonki są już przyzwyczajone, ale dla nas - cywilizowanych kobiet z Europy to czasem masakra. W Japonii kobiety nadal w wielu aspektach życia traktowane są gorzej. Nadal w społeczeństwie istnieje głęboko zakorzenione przeświadczenie, że mężczyźni są wyżej w hierarchii świata niż kobiety. Jednak, to kobieta musi tu zdobyć mężczyznę, nie na odwrót. W Europie najczęściej (bo oczywiście nie zawsze) to mężczyzna zdobywa kobietę. Podrywa ją, robi pierwszy krok do bliższej znajomości, a przede wszystkim, jeśli mu się dziewczyna podoba, to próbuje coś zrobić. Tutaj - nie. Nawet jeśli facet wie, że dziewczyna na której mu zależy bardzo go lubi, albo nawet coś więcej, nie zrobi nic. Będzie czekał aż dziewczyna pierwsza do niego przyjdzie. Nie odezwie się, nie napisze maila, nic... To naprawdę deprawujące czasami... Nawet jak dziewczyna prosto z mostu powie mu, że jej na nim zależy itp. to ona pierwsza musi do niego zadzwonić, to ona musi zaprosić go na piwo itp. Inaczej po wieki wieków będzie czekać...
Gdy spytałam o to moich kolegów stwierdzili, że to dlatego, że japońscy mężczyźni są bardzo nieśmiali... Taaa, jaaasne... Już ja widziałam tę ich nieśmiałość na imprezie... Są tacy nieśmiali, że potrafią opowiadać najbardziej sprośne i niecenzuralne historie ze swojego życia. Ale to jeszcze nie wszystko! Potrafią nawet bez krępacji rozebrać się przed wszystkimi na imprezie do naga i dać się okładać dmuchanym młotkiem... Czy to jest normalne? Nie wiem czy to zdarza się w Polsce, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. W każdym razie w Polsce mamy odważnych mężczyzn, a raczej na coś takiego by nie poszli. Może tylko w męskim gronie, ale nie z koleżankami! Kami-sama! O tempora, o mores!

Po rozmowie z koleżanką wniosek wysnułyśmy następujący: może i japońscy mężczyźni przy pierwszym kontakcie są nieśmiali, może i lubią być zdobywani, kto wie... W każdym razie im głębiej wchodzi się w znajomość z nimi tym bardziej widać jak bardzo perwersyjną mają naturę.
Wspomnę jeszcze tylko, że opowieści łóżkowe są jeszcze lepsze. Perwersja, sado, maso i co tam jeszcze można wymyślić. Bez ograniczeń. Po dwie, trzy dziewczyny na raz to standard... Jakoś jeszcze nie usłyszałam o sytuacji odwrotnej. Zawsze to mężczyźni niecnie wykorzystują tu biedne bezbronne kobiety...

Nie zmienia to jednak faktu, że wystarczy przejechać się do Shibuya i można sobie kark skręcić od ciągłego odwracania się za przystojniakami... Tam jest ich po prostu niewiarygodne stężenie! Szkoda tylko, że tacy dziwni... がんばって女の友だち!  xD

P.S. Btw chcecie parę zdjęć przystojniaków? ;)

2 komentarze:

  1. ja! ja! ja chcę! pick me! me! :D
    Izumi, jak zwykle bardzo ciekawy post :D Ja nie wiem w prawdzie, czy Kuba już nie osiwiał albo wyłysiał, ale coś czuję że z następnym wyjazdem będzie coraz trudniej wydostać Ci się z domu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. PYTASZ DAWAJ JAK NAJWIĘCEJ !!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń