sobota, 10 grudnia 2011

Czas wracać!

Moi drodzy! 
Najwyższy czas, żebym wróciła do domu. Bowiem dzieje się to, czego obawiała się moja droga Iwonka. A mianowicie - zmieniam się w Japonkę!! Aaaa! Zauważyłam już parę niepokojących objawów... 

Po pierwsze codziennie jem ryż. Codziennie przez prawie trzy miesiące ryż! I najlepsze jest to, że wciąż mi mało! Nie wiem na czym polega różnica, ale ryż mają tu rewelacyjny! O wiele lepszy w smaku niż nasz. Przede wszystkim to też jest inny gatunek, bo ziarenka są krótkie. No i zrobiony w maszynie do ryżu z dodatkiem przypraw i sosu sojowego jest na prawdę świetny! Moja mama pytała mnie czy nie tęsknię za ziemniakami. Nie, nie tęsknię. Myślę, że jak wrócę to ryż częściej będzie pojawiał się na moim stole. Problem tylko taki, że muszę zakupić ten dobry, japoński ryż, a on jest drogi... :/

Objaw numer dwa: śpię. Potrafię zasnąć już prawie wszędzie. Zaliczyłam spanie w pociągu - co prawda nie na styl japoński (czyli na popielniczkę), ale jednak. Spałam już też na klawiaturze przed moim kompem w labie i na seminarium oczywiście! Jak każdy szanujący się student! Prawie zasnęłam nawet na zajęciach, tylko że jest tam nas czwórka studentów przy małym stoliczku przez profesorem, więc robiłam wszystko żeby się opanować. Ale byłby wstyd! Mam nadzieję, że w Polsce wrócę do normalności... :/

Objaw numer trzy - robię zdjęcia jedzeniu. Zauważyłam, że Japończycy uwielbiają robić zdjęcia. Generalnie rzecz biorąc robią zdjęcia wszystkiemu czemu tylko się da. A szczególnie jedzeniu. Takiemu, które zaserwują im w restauracji lecz także takiemu, które sami sobie przygotują. Choćby to nawet nie było nic szczególnego, zdjęcie musi być. Może wszyscy mają swoje blogi, na których opisują swoją codzienność? "17th Nov// Dzisiaj na obiad zjadłem kitsune udon" - i fotka. "18th Nov// Dzisiaj na obiad zrobiłem sobie ryż z warzywami" - i fotka. Pfff... Bez sensu... A propos... 
9th of December
Dzisiaj na obiad zjadłam okonomiyaki, z tuńczykiem, kukurydzą, cebulą i kapustą. Na wierzch jak zwykle dałam katsuobushi (suszone płatki tuńczyka), rozdrobnione nori, specjalny sos do okonomiyaki i majonez.

A teraz coś z zupełnie innej beczki...
W zeszłym tygodniu jak szłam rano na pociąg zobaczyłam mężczyznę, typowego salarymana, pędzącego na stację i po drodze golącego się maszynką elektryczną! xD Rozejrzałam się, ale nie zszokowało to nikogo oprócz mnie. Widać całkiem normalny widok tutaj.

I jeszcze jedna rzecz o której chciałam już dawno napisać ale zapomniałam. Któregoś dnia siedziałyśmy z Laurą we wspólnym pokoju w gesto hausie i nagle usłyszałyśmy uroczą muzykę. Taką jak z dziecięcej pozytywki. Dźwięczną, spokojną, relaksującą. Jak mój braciszek był mały to miał taką pozytywkę. W kształcie słonika. Jak grała to słonik ruszał trąbą, uszkami i nóżkami. Wciąż pamiętam tę melodię...
No ale znowu plotę od rzeczy... Muzyka stawała się coraz głośniejsza, ale nie mogłyśmy dojść do tego co to jest! W końcu zrozumiałyśmy, że dobiega z ulicy, z jakiegoś przejeżdżającego samochodu. A że akurat gdzieś wychodziłyśmy to popędziłyśmy sprawdzić tajemnicze źródło uroczego dźwięku... W pierwszej chwili stanęłyśmy jak wryte, a potem popłakałyśmy się ze śmiechu. Dźwięk wydawała... śmieciarka! Kolega ładnie wytłumaczył nam, że dźwięk jest potrzebny, żeby ludzie wiedzieli, kiedy mają wystawić posegregowane ładnie śmieci przed dom. Każdego dnia zabierane są inne rzeczy. Ciekawe czy każdego dnia jest inna melodia? Dla papierów bardziej poważna, a dla puszek skoczna? ;)

2 komentarze:

  1. A może po prostu odnalazłaś swoje miejsce na ziemi? ;) Ale i tak chcemy Cię z powrotem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Przedmówca wyżej ma rację może tam jest twoje miejsce :):):). Nie będę Ci mówić, że masz wracać bo nie znamy się na tyle dobrze i nie spotykamy się często chociaż bardzo bym chciała :)

    Ale myślę, że ty wiesz najlepiej co mas zrobić :):)

    OdpowiedzUsuń