No i stało się! Jestem oto pełną gębą gaijinem (to skrót od gaikokujin: gai - obcy, koku - kraj, jin - człowiek; czyli cudzoziemiec).
Podróż doprowadzała mnie niemalże do rozpaczy. W sumie 22,5 godziny! 5 godzin z Cieszyna do Budapesztu, dalej 2 godziny przed odprawą, 2 godziny lotu do Paryża, 1,5 godziny oczekiwania (a raczej nerwowego biegania w poszukiwaniu odpowiedniego terminalu), 12 godzin lotu z Paryża do Tokio. Co można robić przez tyle godzin w samolocie? Obejrzałam dwa filmy, posłuchałam muzyki, poczytałam książkę... i minęło 5 godzin. Masakra... :/
Tak czy inaczej po trudach i nudach znalazłam się w końcu w Kraju Kwitnącej Wiśni. Fakt iż wiśni kwitnących nie będzie mi dane oglądać, za to będę w Japonii w dniu urodzin cesarza! Z tym wiąże się możliwość wejścia na teren pałacu cesarskiego! Możliwa tylko dwa razy w roku - urodziny cesarza i coś tam jeszcze, ale nie pamiętam... Czekajcie więc na zdjęcia (jeśli będzie można jakieś robić :P ).
Co do samej Japonii, to na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżnia. W centrum Tokio nie byłam więc nie przytłoczyło mnie swoim ogromem. Yokohama jest nieco spokojniejsza, mimo iż to drugie co do wielkości miasto w kraju. Ale port imponujący.
A Japończycy tacy jak opowiadają. Dziewczyny śliczne! Jeszcze te maseczki na twarzach tylko podkreślają urodę ich oczu. Wyglądają uroczo! Bez maseczki już nieco mniej (przez najczęściej krzywe zęby). Ale mężczyzn paru przystojnych też widziałam! Nawet więcej niż paru, a mówią że tak trudno znaleźć. W laboratorium mojego sponsa większość z męskiej części całkiem całkiem... ;)
Mam już na swoim koncie pierwsze przeżycia godne gaijina... Niezbyt miłe, ale do tego to trzeba się przyzwyczaić. Profesor zaprosił mnie na obiad po całym dniu biegania za dokumentami. Mieliśmy ochotę na sushi więc udaliśmy się do odpowiedniego baru. Gdy tylko weszliśmy do środka podeszła pani z obsługi poinformować nas że miejsca nie ma, mimo iż było tylko ze trzech gości, a poza tym pustki. Profesor coś tam z nią pogadał, ale była nieugięta. W efekcie musieliśmy iść gdzieś indziej i tylko profesor się zirytował. No cóż. Nadal są miejsca gdzie niechętnie przyjmują cudzoziemców...
OK. Koniec na dzisiaj. 1:00 czasu japońskiego. Obiecuję jutro wrzucić jakieś zdjęcia. Dzisiaj nie miałam do tego głowy.
Oyasuminasai!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz